Tomasz Kościk: Śladami Pana Samochodzika nad Jeziorakiem


        Reportaż można też przeczytać pod adresem http://michalko26.bloog.pl/kat,0,index.html?ticaid=647ce.


Przygotowania

        Od dłuższego już czasu marzyłem o tym, by udać się w podróż śladami mojego ulubionego bohatera książkowego - Pana Samochodzika. Postać tę wymyślił Zbigniew Nienacki - człowiek bardzo dziwny, ale i ciekawy. Postanowiłem więc w tym roku zrealizować swoje marzenie i odwiedzić dom, w którym mieszkał Nienacki oraz miejsca znane mi z serii jego książek o Panu Samochodziku. I tak rozpoczęły się przygotowania do wyprawy...

W drogę...

        Do Jerzwałdu przyjechałem we wczesnych godzinach popołudniowych. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zrobiłem, było odnalezienie domu Zbigniewa Nienackiego. Nie nastręczyło to najmniejszych problemów. Pamiętałem ze zdjęć, że stoi on w sąsiedztwie tablicy z napisem "Jerzwałd". Jadąc od strony Zalewa, trzeba przejechać całą wioskę, ponieważ dom Pisarza stoi jako ostatni.
Jerzwałd         Zostawiłem samochód na poboczu, a sam - uzbrojony w aparat fotograficzny - stanąłem przed bramą posesji. Już wiedziałem, że nie mogłem się pomylić. Na domu od strony ulicy dostrzegłem ufundowaną przez żonę Nienackiego tablicę: „W tym domu w latach 1967-1994 żył i pracował pisarz Zbigniew Nienacki”. Dzwonek, który kilkakrotnie nacisnąłem, najprawdopodobniej nie działał. Na szczęście jednak zostałem zauważony przez dziewczynkę, jak się okazało córkę gospodarza, która poinformowała tatę, że ma gościa. Za chwilę na schodach prowadzących do domu ukazał się sam właściciel. Przedstawiłem się i wyjawiłem cel swojej wizyty. Gospodarz, pan Bogusław Godycki, zaprosił mnie na podwórze. Bardzo chętnie zgodził się, bym zrobił trochę zdjęć domu i okolicy, z czego skwapliwie skorzystałem.
Jerzwałd Jerzwałd         Miejsce okazało się bardzo urokliwe. Same zabudowania były przez Nienackiego zaniedbane i są teraz wciąż remontowane przez Pana Bogusława. Ale widok z pagórka, na którym stoi dom, rozciągający się na Jezioro Płaskie i otaczające je lasy, jest rzeczywiście piękny. Nie dziwiłem się więc, że Nienacki wybrał właśnie to miejsce na swoje mieszkanie. Z tyłu za zabudowaniami odnalazłem dobrze mi znany ze zdjęć kanał z małą wysepką, na którą prowadził romantyczny, ale sfatygowany już mostek. Na wysepce stała ławeczka, na której często siadał Pisarz. To była jego świątynia dumania i tutaj szukał dla siebie natchnienia. Obok są stajnie, w których zauważyłem cztery konie (to hobby aktualnego właściciela). Po drugiej stronie jeziora widać było fragment pola namiotowego, znanego z książki "Pan Samochodzik i Niewidzialni". Za domem Pisarza zauważyłem mały drewniany domek, w którym Pan Bogusław przyjmuje swoich gości.
Jerzwałd Jerzwałd         Gdy skończyłem fotografowanie, Pan Bogusław zaprosił mnie do mieszkania i w przyjemnej atmosferze porozmawialiśmy chwilę o Nienackim. A trzeba przyznać, że Gospodarz jest skarbnicą wiedzy na temat poprzedniego właściciela domu i zna wiele ciekawych faktów z jego życia. Nienacki żył bardzo skromnie i surowo. Jego mieszkanie było raczej zaniedbane i wyposażone tylko w kilka prostych mebli, np. zbity ze zwykłych desek kredens, stół, kuchenkę, wyciosany z jednego kawałka drewna fotel. Kuchnia mieściła się w piwnicy. Obecny właściciel zmienił i wyremontował wiele, ale - jak sam mówi - dużo zostało jeszcze do zrobienia. Jest jeszcze trochę pamiątek po Nienackim: maszyna do pisania, dyplomy, listy, kilka mebli i rzeźb.
Jerzwałd Jerzwałd          Pisarz był podobno odludkiem, stronił od przyjmowania gości. Jego towarzyszami były dwa duże psy - dogi. Nienacki miał żonę - Helenę, ale nie mieszkali razem. Natomiast Pan Zbigniew związał się później ze sporo młodszą od siebie dziewczyną, Alicją Janeczek, która do dzisiaj żyje i mieszka w Iławie. Podobno była zafascynowana postacią Pisarza. Przeprowadziła się do jego domu mając zaledwie 16 lat. W domu panował niemalże kult Nienackiego. Po jego śmierci Pani Alicja jeszcze przez jakiś czas przychodziła i zbierała wszystko, co mogło należeć do jej przyjaciela - nawet włosy z poduszek (!).
Jerzwałd Jerzwałd         Nienacki kupił dom w Jerzwałdzie od niejakiego Prostka. Prostek był tu kiedyś traktorzystą, miał też swojego pomocnika. Pracując, miał podobno wykopać skarb, który był na tyle duży, że Prostek zostawił w prezencie traktor i cały sprzęt swojemu pomagierowi, a sam przeniósł się do Łodzi, gdzie podobno nieźle się urządził. Nienacki był wtedy redaktorem w jednej z gazet i w jakiś sposób dowiedział się o tej historii. Nawiązał kontakt z Prostkiem i kupił od niego całą posiadłość. Zapłacił niewiele, bo 65 tysięcy złotych, co stanowiło wtedy równowartość samochodu Syrena.
Jerzwałd Jerzwałd         Pan Boguś opowiadał o swoim pierwszym spotkaniu z Nienackim. Jechał wtedy konno po tzw. Krupówkach, gdzie dziś jest pole namiotowe. Nienacki szedł wtedy z kolegą i był kompletnie pijany. Nie stronił od alkoholu i bardzo lubił palić papierosy.
Jerzwałd         Mnie samego fascynowały zawsze książki o Panu Tomaszu, który dzięki żyłce detektywistycznej rozwiązuje najróżniejsze zagadki. To przede wszystkim lektura dla młodzieży. Podobno jednak najbardziej życiowe były książki Nienackiego przeznaczone dla nieco starszych czytelników, gdzie opisywał życie okolicznych mieszkańców. Zmieniał, co prawda, nazwy miejscowości i nazwiska, ale i tak mieszkańcy Jerzwałdu dobrze wiedzą o kogo chodzi. Nienacki miał zwyczaj zapraszania chłopów na piwo, co stawało się okazją do zasłyszenia różnych miejscowych opowiastek, które później skrzętnie notował. Jego opisy były jednak czasami krzywdzące, wyśmiewające wady innych, stąd wiele osób mogło poczuć się urażonymi. Niektórzy więc wyrażają zdziwienie, że nikt nigdy nie „sklepał mordy” Nienackiemu za jego postępowanie. Tym bardziej, że donosił on władzom kto z okolicznych mieszkańców kradł drzewo, kto dopuścił się jakiegoś innego przestępstwa... Ciekawe więc, że nikt nie próbował się na nim zemścić (a przynajmniej nic o tym nie wiadomo).
Jerzwałd Jerzwałd Jerzwałd         Rozsądnym wyjaśnieniem wydaje się być to, że Nienacki był członkiem ORMO. W stanie wojennym nosił on przy sobie broń i mieszkańcy wioski wiedzieli o tym. Zadrzeć więc z kimś takim było dużym ryzykiem. To jak zadrzeć z całym systemem. A po drugie - według zasłyszanej opinii - mieszkańcy wsi są bardzo bojaźliwi, stąd brak reakcji z ich strony na poczynania Pisarza. Nienacki miał zapewne świadomość, że naraził się wielu osobom i że ktoś może próbować się na nim mścić. Nie spacerował więc samotnie, w domu trzymał dwa duże psy, miał także laskę, która po rozłożeniu ukazywała szpikulec i w razie potrzeby stawała się skuteczną bronią.
Jerzwałd Jerzwałd Jerzwałd         Zaciekawiło mnie stwierdzenie Pana Bogusława, że Zbigniew Nienacki najprawdopodobniej nie znał dobrze tutejszych okolic. Czytelnikowi serii książek o Panu Samochodziku może się to wydać absurdalne. Jest w nich przecież wiele pięknych opisów, w których bardzo ciekawie przedstawia walory i historię danej okolicy. Mogła to być jednak wiedza typowo przewodnikowa. Żeby poznać dobrze okolicę, trzeba ją było zwiedzać. Nienacki zaś, jak już wspomnieliśmy, tego nie robił. Był człowiekiem o słabej kondycji fizycznej. Zawsze wychudzony, o słabym wzroku, po dwóch zawałach (drugi okazał się śmiertelny). Zaciekawiło mnie, że twórca Pana Samochodzika sam bardzo słabo prowadził auto. Miał samochód, ale często wynajmował kierowców, gdy chciał gdzieś jechać. Może więc stworzenie literackiej postaci Tomasza - wspaniałego kierowcy było projekcją jego niespełnionych marzeń...
Jerzwałd Jerzwałd         W obejściu bywał Nienacki dość szorstki. W jego listach kierowanych do Alicji brak czasami delikatności, a użyte sformułowania mogą budzić nawet niesmak... Dla wielbiciela twórczości Nienackiego podobne informacje mogą spowodować mały szok (w moim przypadku to się nie stało :)). Ale nie chciałem ich pomijać i posyłać w niebyt. Zależało mi na tym, by podczas wyprawy dowiedzieć się jak najwięcej o Pisarzu, nawet jeśli będą to informacje niezbyt korzystne dla jego wizerunku. Chciałem wykroczyć poza wiedzę czerpaną z biografii umieszczanych w Internecie.
Jerzwałd Jerzwałd         Kiedy planowałem wyprawę na Mazury, byłem niemalże pewien, że będę spał pod namiotem i w ten sposób poczuję się choć trochę jak Tomasz - bohater książek Nienackiego. Teraz jednak moja pewność zaczęła nieco słabnąć. Zapytałem Pana Bogusława o możliwość wynajęcia jakiegoś pokoiku w okolicy. Ku mojej wielkiej radości Gospodarz zaprosił mnie do swego domu! Czy mogła być dla mnie w tym momencie większa radość? Nawet nie marzyłem o tym, że zamieszkam w domu Zbigniewa Nienackiego. Wobec takiej propozycji perspektywę nocowania na polu namiotowym odrzuciłem natychmiast.
Jerzwałd Jerzwałd         Wieczorem wybrałem się na miejscowy cmentarz, położony zaledwie sześćset metrów od domu Pisarza. Było już po godzinie 19.00, więc nie chciałem dłużej zwlekać - naturalne światło słońca dawało gwarancję dobrych zdjęć. Gdy stoi się na ulicy twarzą na wprost cmentarza, grób Nienackiego znajduje się po lewej stronie, niemalże na skraju małej nekropolii. Cmentarz jest rzeczywiście nieduży (szybki ogląd pozwolił doliczyć się nieco ponad stu grobów), ale widać wystarczający na potrzeby tutejszej wspólnoty.
Jerzwałd Jerzwałd         W końcu Jerzwałd liczy tylko około czterystu mieszkańców...
Jerzwałd         Grób Pisarza odnalazłem dosyć łatwo. Różni się on od innych, nie jest tak okazały. Miejsce pochówku Pisarza zaznacza płyta z napisem: „Ś. P. Zbigniew Nowicki Nienacki 1929-1994 Pisarz”.
        Ogarnęła mnie dziwna zaduma. Osiągnąłem najważniejszy cel swojej podróży. Bo przecież już bliżej Nienackiego być nie mogłem... Na płycie nagrobnej jest wyryty krzyż. Zamyśliłem się... Bo przecież znałem opinię, że Nienacki był ateistą (sam tak o sobie mówił). Z drugiej jednak strony w jednym ze swoich listów "Rady z Jerzwałdu" zapisał on słowa: „Bądźcie antyklerykalni, ale prokatoliccy”. Mimo swoich poglądów na sprawy wiary kolegował się z jednym z księży, który jednak ostatecznie nie zjawił się na pogrzebie Nienackiego. Kiedy odwiedzałem Boreczno, tamtejszy proboszcz opowiadał mi, że Nienacki przyjmował księdza podczas wizyty duszpasterskiej. Dawał także ofiarę na kościół. Robił to jednak nie jako wierzący - pieniądze dawał na kościół jako na zabytek. Cóż, może jakoś ostatecznie „dogadał się” z Panem Bogiem...

Dzień drugi...

Jerzwałd - Szusz - Siemiany Jerzwałd - Szusz - Siemiany         Tutejsze powietrze okazuje się rzeczywiście wspaniałe. Obudziłem się dopiero przed godziną 10.00, co raczej mi się nie zdarza. Nawet jeśli jestem bardzo zmęczony, budzę się znacznie wcześniej. Poczułem silne ssanie w żołądku. Przypomniałem sobie, że poprzedniego dnia moim jedynym posiłkiem było śniadanie.
        Za oknem padał deszcz. Tego nie przewidziałem. Prognozy pogody, które słyszałem, zapowiadały ogromne upały. Ale ten deszcz był rzeczywiście potrzebny, bo ze względu na suchość ściółki leśnej i zagrożenie pożarowe nie można było nawet wejść do lasu. Przed południem, z gotowym planem na spędzenie dzisiejszego dnia, wyruszałem do pierwszego z miejsc związanych z postacią Pana Tomasza, które zamierzałem zobaczyć. Po drodze, już kilkaset metrów od domu, zatrzymałem się na chwilę na skrzyżowaniu dróg Susz-Jerzwałd-Siemiany. To właśnie tutaj w "Nowych Przygodach Pana Samochodzika" policja złapała członków bandy Czarnego Franka.
Kamieniec Kamieniec Kamieniec         Po zrobieniu kilku fotografii ruszyłem dalej. Niewielka miejscowość Kamieniec położona jest kilkanaście kilometrów od Jerzwałdu. Pałac, który zamierzałem odwiedzić (a właściwie to co po nim zostało), nie rzucił mi się od razu w oczy (co - jak się później okazało - pomogło mi w zobaczeniu go z bliska). Zatrzymałem się więc na małym parkingu przy kościele. Świątynia zdawała się być starą budowlą. Na parkingu zaciągnąłem języka u starszego, ale bardzo żwawego i chętnego do pomocy staruszka, który okazał się być tutejszym kościelnym. Ruiny znajdują się obok drogi (wystarczyło podjechać nieco dalej), ale - z tego co zrozumiałem - nie zostałbym tam wpuszczony. Kościelny poradził mi, bym skręcił w małą polną dróżkę naprzeciw kościoła i dojechał samochodem aż do kładki, po której trzeba już będzie przejść piechotą. Dzięki temu będę mógł wejść na teren pałacu niezauważony i pofotografować sobie do woli.
Kamieniec Kamieniec Kamieniec Kamieniec         Skwapliwie skorzystałem z rady mojego informatora i już po jakichś dziesięciu minutach cieszyłem oczy ruinami pałacu. To jedna z tych nielicznych sytuacji, kiedy ruina może kogokolwiek cieszyć. :) Pałac wraz z całą miejscowością należał do znamienitego rodu Finckensteinów. „Ten wielki magnacki ród posiadający w swoich dobrach, stary średniowieczny zamek w Szymbarku oraz rozliczne dwory i dworki wiejskie takie, jak w Rudzienicach czy Gardzieniu, nie posiadał jednak rezydencji odpowiednio wielkiej a zarazem okazałej i wygodnej, świadczącej przy tym o bogactwie i wielkiej świetności rodu. Dlatego, po kupnie Habersdorf, Finckensteinowie postanowili tutaj właśnie zbudować dla sobie swoją rezydencję” (Niesiobędzki W., "Zamki, pałace, dwory i inne zabytki powiatu iławskiego", Iława, 2003 r.). Znaczenia pałacowi dodał pobyt cesarza Napoleona, który przebywał w nim od 1 kwietnia do końca czerwca 1807 roku. Na jego widok miał zawołać: „Endlich Château” (nareszcie pałac).
Kamieniec Kamieniec Kamieniec         Z dawnej świetności pałacu, który nazywany był pruskim wersalem, zostało niewiele. Niszczejące resztki budynku sprawiają przygnębiające wrażenie. Nikt zapewne nie próbuje już wzmocnić konstrukcji rozpadających się ścian, stąd zupełnie uzasadnione zdają się być umieszczone w kilku miejscach tabliczki zabraniające wstępu do ruin i ostrzegające przed ich całkowitym zawaleniem.
        Pałac miał kształt podkowy, zwróconej swoimi końcami w kierunku drogi. Pewnego szyku nadaje budynkowi trójkątne zwieńczenie frontu (tzw. szczyt), w którym znajduje się herb zachowany w jako takim stanie. To nobliwe miejsce wybrał sobie na siedzibę bocian, bo nad herbem znajduje się uwite sporych rozmiarów gniazdo. Tył budynku musiał również kiedyś prezentować się okazale. Świadczą o tym zachowane szerokie schody prowadzące do pałacu.
        Rozstawałem się z Kamieńcem z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony cieszyłem się, że wreszcie spełniłem swoje marzenie i stanąłem w miejscu, które odwiedził mój ulubiony bohater książkowy. To przecież tutaj Pan Tomasz umówił się na spotkanie ze swoim pracodawcą - dyrektorem Marczakiem. Z drugiej zaś strony było mi smutno, że nie znalazł się nikt, ktoby podjął się renowacji pałacu. A przecież podczas pobytu w nim Napoleona, stał się on ośrodkiem dyspozycyjnym dla znacznej części Europy. Podobne wrażenie miał Pan Tomasz: „Patrzyłem na pomarańczowe mury o wypalonych oknach, z zaciekami wilgoci i śladami odpadniętego tynku, na trawę porastającą gruzy. Naprawdę trudno było sobie wyobrazić, że przed stu pięćdziesięciu laty wnętrza murów wypełniały komnaty, po których chodził dumny cesarz i jego marszałkowie” (Nienacki Z., "Pan Samochodzik i Niewidzialni", Olsztyn, 1995 r., s. 209).
Susz - kościół Susz - kościół Susz - Warmianka         Skierowałem samochód na drogę do Susza. To niewielkie, ale dość urokliwe miasteczko. Chciałem w nim odnaleźć restaurację "Warmianka", w której Tomasz i Monika zjedli obiad w drodze do Gardzienia. Nienackiego zastanowiła nazwa lokalu, bo przecież „Susz nie leży na terenie Warmii i Mazur, ale na Powiślu. Równie dobrze mogłaby się więc nazywać "Łowiczanka" czy "Krakowianka". Ten, kto ustalał nazwy dla restauracji, raczej nie orientował się w geografii” (tamże, s. 69). Odnalezienie restauracji było dla mnie na tyle trudne, że musiałem zasięgnąć języka u tubylców. Lokal bowiem nie funkcjonuje już pod dawną nazwą. Został sprywatyzowany, a o istnieniu w tym miejscu jadłodajni informuje pionowy napis "Restauracja". Sprzedawca w jednym ze sklepów upewnił mnie, że jest to właśnie dawna "Warmianka". Lokal wygląda z zewnątrz raczej nieciekawie. Moim zdaniem toporna bryła budynku dość słabo zachęca do jedzenia posiłków właśnie tutaj. Zapytywani przeze mnie mieszkańcy Susza twierdzili, że na razie jadłodajnia jest nieczynna, jednak chodzą słuchy, że nowy właściciel po przeprowadzeniu remontu zamierza tam na nowo otworzyć restaurację. Nie mogąc wejść do środka, ograniczyłem się więc jedynie do zrobienia kilku fotografii.
        Być może pobyt w pobliżu restauracji i wspomnienie smacznego obiadu, jaki tutaj zjadł Tomasz z Moniką, zdecydowanie wzmogły mój apetyt. Zresztą było już popołudnie, a ostatni posiłek zjadłem poprzedniego dnia rano. Skierowałem więc samochód ponownie na drogę do Kamieńca, gdyż zauważyłem przy niej bardzo sympatycznie wyglądający lokal, zachęcający ewentualnych gości do spróbowania domowej kuchni. Nazywał się on "Pomezania". Pomyślałem, że to o wiele lepsza nazwa niż "Warmianka", bo przecież te tereny w rzeczywistości leżą na terenie Powiśla.
Szymbark Szymbark Szymbark Szymbark         Wzmocniwszy siły pożywnym obiadem ruszyłem do Szymbarku. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie o ruiny tutejszego zamku toczyła się wojna między Panem Samochodzikiem, a dyrektorem Purtakiem. Od Szymbarku dzieliło mnie jedynie kilkanaście kilometrów. Pokonałem je dosyć sprawnie i już za chwilę zaparkowałem samochód obok drogi prowadzącej do zamku. Budowa zamku w Szymbarku została zainicjowana najprawdopodobniej w latach siedemdziesiątych XIV stulecia. Fundatorem budowli był Henryk ze Skarlina. Zamek wzniesiono jako siedzibę proboszcza kapituły pomezańskiej. Na tym miejscu w czasach przedkrzyżackich istniał otoczony wodą ufortyfikowany gród pruski. Po sekularyzacji zakonu krzyżackiego zamek stał się własnością rodu von Palentzów, którzy przebudowali go na rezydencję renesansową. Od 1699 należał do rodu Finckensteinów. Pod koniec drugiej wojny światowej rezydowały w nim oddziały SS. Następnie został on zajęty i spalony w 1945 roku przez Armię Czerwoną. W ostatnich latach częściowo go odbudowano. Zachowały się mury z dziesięcioma wieżami.
Szymbark Szymbark Szymbark         Bramę warowni zastałem zamkniętą. Przed nią czuwał starszy człowiek, którego właściciel zamku zatrudnił w charakterze stróża. Staruszek okazał się bardzo miłym człowiekiem. Poinformował nas, że zamek należy do prywatnego właściciela, który nie zezwala na wpuszczanie zwiedzających. Prawdopodobnie obawia się, że ewentualne nieszczęśliwe wypadki, których nie sposób wykluczyć, mogłyby za sobą pociągnąć roszczenia o wypłatę odszkodowań. Staruszek jednak nie stwarzał nam przeszkód (nam, bo oprócz mnie przed bramą czekało jeszcze dwóch młodych ludzi uzbrojonych w poważny sprzęt fotograficzny) i wpuścił nas do środka bez większych ceregieli. Z zewnątrz zamek prezentuje się dość okazale. Częściowo odrestaurowany, położony nad jeziorem i otoczony zarośniętym parkiem stanowi „perełkę” Szymbarku. W środku natomiast ostało się niewiele.
Szymbark Szymbark Szymbark         Tylko informacje naszego przewodnika-samozwańca mogły nam cokolwiek powiedzieć na temat wnętrza budowli porośniętego teraz trawą. A okazało się, że staruszek dysponuje całkiem sporą wiedzą na temat zamku. Z dużą dokładnością pokazywał gdzie mieściły się dawniej stajnie, sala balowa, ruszt do pieczenia dziczyzny, piwnice, studnia, sale tortur, a nawet ubikacje. Z tymi ostatnimi wiąże się dość zabawna historia. Podobno krzyżacy odczuwali nieodpartą niechęć do Gdańska i jego mieszkańców, stąd ubikacje w ich zamkach były tak zbudowane, że podczas załatwiania poważnych potrzeb fizjologicznych tyłek krzyżaka był skierowany wprost na Gdańsk. :) To dlatego ubikacje nazywano gdaniskami.
        Staruszek wprowadził nas także do podziemnej sali, gdzie torturowani byli ci, którzy mieli „na pieńku” z zakonem krzyżackim. Na swoje nieszczęście, niezależnie od tego czy okazywali się spolegliwi czy nie, nigdy nie wychodzili z zamku żywi. W stosunkowo dobrym stanie zachowała się kaplica, w której przynajmniej nie było obaw, że podczas zwiedzania spadnie nam coś na głowę lub polecimy w nieogarnione czeluści. Wychodząc, każdy z nas zostawił 76-letniemu przewodnikowi trochę grosza, czym wprawiliśmy go w stan pełnego zadowolenia.
Iława Iława         Następnym punktem mojej wycieczki była Iława. Celem mojej wizyty w tym mieście był kościół, w którego podziemiach miano odnaleźć kryptę grobową krzyżackiego rycerza. Elementem jego zbroi miała być złota rękawica. Co chwila przypominał mi się piękny wiersz Gustawa Kodrąba, wokół którego toczy się akcja książki "Pan Samochodzik i Złota Rękawica". W mojej pamięci brzmiała ta szczególna zwrotka: „I znowu polski rycerz dumnie podejmie złotą rękawicę, widziałem ją w blaszanej trumnie, gdzie wróg rozbitą miał przyłbicę”.
Iława         Iława ma ponad 33 tysiące mieszkańców (dane z lutego 2006 r.). Jest w niej pięć kościołów rzymskokatolickich. Skoro poszukiwałem kościoła, w którego podziemiach miał być pochowany krzyżacki rycerz, rozsądek podpowiadał, że należy szukać świątyni wybudowanej kilka ładnych wieków temu. W grę wchodził więc jedynie kościół pw. Przemieniania Pańskiego.
        Drogę do niego wskazała mi bezbłędnie pierwsza zapytana o to osoba. Gdy przyjechałem pod kościół około godz. 16.00, był on jeszcze zamknięty. Postanowiłem więc zwiedzić okolicę i wybrać się do jakiejś kawiarni. Gdy zbliżała się godz. 18.00 ruszyłem w kierunku kościoła, by wziąć udział we Mszy świętej.
Iława Iława         Kościół pw. Przemienienia Pańskiego został zbudowany w latach 1317-1325 w stylu gotyckim z renesansową wieżą z 1550 roku. Potocznie nazywany jest przez mieszkańców Iławy „czerwonym”. Znajduje się on na najwyższym punkcie wzgórza, na którym leży iławskie stare miasto. Usytuowany na linii wschód-zachód, postawiony na cokole z głazów granitowych, zbudowany z palonej cegły gotyckiej, został tak wkomponowany w południowo-wschodni narożnik murów obronnych, by mógł pełnić funkcję bastionu obronnego. Jest orientowany, a więc ołtarz główny jest zwrócony na wschód.
Iława         Po skończonej liturgii udałem się do zakrystii, żeby zapytać o interesującą mnie kwestię. Pani zakrystianka rozczarowała mnie jednak... Dowiedziałem się, że krypta jest, rycerz - również, ale pytaniem o złotą rękawicę chyba całkowicie tę miłą panią zaskoczyłem...
Iława Iława         Niestety okazało się, że podziemia są dla zwiedzających od jakiegoś czasu niedostępne. Podobno kilka lat temu ktoś „życzliwy” doniósł do odpowiednich władz, że w kościele bez zezwolenia pokazuje się zwłoki turystom. Sanepid szybko zareagował i stanowczo zakazał tego „procederu”, czego brzemienne skutki musiałem ponosić również ja. Bardzo żałowałem, że nie będzie mi dane obejrzeć krypty, przy której swój finał osiągnęła historia ze "Złotej Rękawicy".
        Po powrocie do Jerzwałdu, a było to już późnym wieczorem, postanowiłem jeszcze zażyć kąpieli. Ruszyłem więc w kierunku Jeziora Witoszewskiego, które - jak mi się zdawało - znajdowało się w środku lasu. Amatorów kąpieli było o tej porze niewielu, więc swobodnie znalazłem miejsce gdzie mogłem zostawić ręcznik i zmęczony całodziennym zwiedzaniem, oddałem się całkowicie urokom kąpieli w cudownie ciepłej i czystej wodzie. Dzień kończyłem z uczuciem satysfakcji. Mogłem choć trochę poczuć się jak Pan Tomasz, odwiedzając miejsca, w których toczyły się jego wspaniałe przygody.
        Kładłem się spać z głową pełną wrażeń i własnych przemyśleń, ale i z nadzieją, że jutrzejszy dzień będzie również bardzo owocny.

Dzień trzeci...

        Cudowny mazurski klimat sprzyja wypoczynkowi, co spowodowało, że obudziłem się dopiero około godz. 8.00. Po porannej toalecie, nie zjadłszy nawet śniadania, szybko ustaliłem plan dnia.
        Najpierw pojechałem na wyspę Bukowiec (należy zauważyć, że na Jezioraku jest również półwysep o tej samej nazwie), która miłośnikom przygód Pana Tomasza jest znana z tego, że na niej Lisia Skórka ukrył mapę Krawacika ("Nowe przygody Pana Samochodzika"). Na wyspę można się dostać nawet samochodem, jadąc wąską groblą od strony wsi Wieprz.
Bukowiec         Wjazd na wyspę zagrodził mi jednak szlaban. Samochód zostawiłem więc obok bramy, a sam poszedłem do recepcji. Teren został już dawno sprywatyzowany i każde wejście na wyspę wiąże się z poniesieniem pewnych kosztów. Mnie na szczęście ominęła ta wątpliwa przyjemność, ponieważ recepcjonista okazał się na tyle miły, że wpuścił mnie nie żądając pieniędzy. Musiałem jedynie pozostawić na czas pobytu na wyspie jakiś dokument tożsamości. Wyspa jest duża. Obiecałem recepcjoniście być na niej nie dłużej niż pół godziny, co pozwoliło mi na zobaczenie jedynie jej fragmentu. To jednak wystarczyło by przekonać się, że Lisia Skórka miał tu do dyspozycji wiele miejsc, w których mapa Krawacika mogła długo leżeć niezauważona przez nikogo. Właściwie wszędzie można się było natknąć na rozbite namioty, kręcących się ludzi, biegające zwierzęta. Słychać było dźwięk odbiorników radiowych i panujących wszędzie telefonów komórkowych. Ot, zwykłe pole campingowe... Zrobiłem kilka zdjęć, wróciłem do samochodu i ruszyłem ku wsi Boreczno.
Boreczno Boreczno Boreczno         Do wioski dojechałem bardzo szybko, bo i odległość niewielka - zaledwie kilka kilometrów. Kościół i okalający go cmentarz stały się miejscem spotkania Pana Samochodzika z Baturą. Na spotkanie Tomasz miał przyjechać z Tynwałdu pożyczonym rowerem. Interesujący mnie kościół stał przy samej drodze. Został on zbudowany około roku 1330. Wzniesiono go z kamienia i cegły, w stylu gotyckim, na rzucie prostokąta. Wnętrze nakryto pozornym sklepieniem kolebkowym wykonanym z drewna. W okresie Reformacji przeszedł on w ręce protestantów i dopiero po ostatniej wojnie odzyskał swój pierwotny, katolicki charakter. Do zabytkowego wystroju wnętrza należą: barokowy ołtarz główny, rzeźbiona i polichromowana ambona, konfesjonał z bogatą dekoracją rzeźbiarską (ornamenty roślinne, główki aniołów, girlandy), gotycka kropielnica z XIV wieku oraz płyta nagrobna Hansa von Schöneich († 1595) z płaskorzeźbą rycerza w zbroi (wiedzę tę zaczerpnąłem z informacji wywieszonych w przedsionku świątyni). Na cmentarzu przykościelnym trochę dawnych, ale w większości zadbanych grobów.
Boreczno Boreczno Boreczno Boreczno         Wejście do kościoła zagradzała krata. Posmutniałem, bo przecież tak bardzo zależało mi, żeby zobaczyć płytę grobową Hansa von Schöneich. Nie tracąc jednak nadziei, poszedłem pod drzwi plebanii i nacisnąłem dzwonek. Otworzył mi ksiądz proboszcz i nie tylko zgodził się otworzyć kościół, ale także pokazał mi materiały na temat Boreczna i owej nagrobnej płyty. Po przejrzeniu i sfotografowaniu publikacji poszliśmy do świątyni. Najpierw zaspokoiłem swoją ciekawość i obejrzałem dokładnie płytę z wizerunkiem rycerza. Boreczno w 1470 roku trafiło jako nadanie w ręce dowódcy wojsk zaciężnych Hansa von Schöneich. Po jego śmierci wieś stała się własnością jego syna Hansa II, który wsławił się jako wielki żołnierz. Hans II zmarł w 1529 roku i został pochowany w kościele w Borecznie w krypcie pod ołtarzem. Grób przykryła płyta z szarego wapienia, która w 1882 roku została przeniesiona pod ambonę, gdzie znajduje się po dziś dzień.
Boreczno Boreczno Boreczno Boreczno Boreczno         „Płyta posiada wymiary 240×160 cm. W jej centrum znajduje się stojąca postać rycerza (dł. 178 cm), odzianego w zbroję renesansową oraz hełm prętowy z labrami. Trzyma on w prawej ręce kopię bojową z proporczykiem, skierowaną grotem do góry. Dolna część kopii spoczywa przy lewej nodze postaci. Lewą rękę rycerz opiera o duży jednoręczny miecz w pochwie, skierowany głownią w dół.
Boreczno         Postać rycerza znajduje się jakby w niszy o wymiarach 173×100 cm, po jego obu stronach znajdują się herby. (...) W czterech rogach płyty widnieją alegoryczne przedstawienia ewangelistów. Poniżej postaci znajduje się inskrypcja. Niestety jej stan uniemożliwił (...) jej odczytanie. (...) W Borecznie opowiadano kiedyś ciekawą legendę dotyczącą płyty, według której jest to postać szlachcica zaklętego w kamień przez wiejską dziewczynę, której obiecywał miłość, a ostatecznie ją porzucił” (Szczepański S., Płyta grobowa z kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Św. w Borecznie, sprawozdanie z badań przeprowadzonych dnia 18.08.2005 r.).
Boreczno Boreczno         Dość sprawnie obejrzałem pozostałe zabytki. Żałowałem, że nie mogłem zobaczyć zabytkowej polichromii, która niegdyś widniała na stropie, a która została zakryta drewnianą boazerią. Zachwyciła Pana Tomasza owa nieistniejąca dziś polichromia, w której podziwiał wielofigurowe sceny, ujęte w bogate obramowania geometryczne (Sąd Ostateczny, Adam i Ewa, popiersia Ewangelistów, Wniebowstąpienie i Dwunastu Apostołów).
Karnity Karnity         Kolejny punkt mojej wyprawy stanowił znany ze "Złotej Rękawicy" pałac w Karnitach. By dojechać do niego z Boreczna, wystarczyło pokonać około dzisięć kilometrów. Muszę przyznać, że położony nad Jeziorem Kocioł (a nie Karnickim - jak pisał Nienacki) pałac, a raczej pałacyk, robi bardzo miłe wrażenie. Został on zbudowany przez rodzinę von Albedyll w 1855 roku. Według opinii wielu jest to jedna z najpiękniejszych budowli epoki romantyzmu na Warmii i Mazurach. Do czasu drugiej wojny światowej była ona kolejno siedzibą rodów Schöneich, von Albedyll i von Gunter.
Karnity Karnity Karnity         Zarówno budynek jaki i jego otoczenie są bardzo zadbane. W pałacyku od 1995 roku mieści się hotel. Bardzo miła recepcjonistka pozwoliła mi rozejrzeć się po budynku, z czego skwapliwie skorzystałem. Nie próbowałem kręcić się pomiędzy mieszkaniami gości hotelowych, ale za to bez skrępowania wszedłem do dużej sali jadalnej, gdzie rozegrała się pamiętna bójka Tomasza i Rogera z dwoma osiłkami Batury. Z sali jadalnej można wyjść na taras, gdzie mieści się dostępna dla wszystkich kawiarnia. To w Karnitach Angelo Domini kręcił film, w którym główne role grali Diana Denver (Panna D.D.) i Roger Moore. Po rzekomym porwaniu Tomasz zmuszony był przejść po gzymsie budynku, by dostać się do pokoju Rogera. Czytałem kiedyś opinię jednego z Nienackofanów, że autora "Złotej Rękawicy" poniosła tutaj wyobraźnia. Budynek bowiem nie jest wyposażony w gzymsy, które pozwalałyby wędrować od okna do okna. Rzeczywiście - przyglądając się budynkowi nie znalazłem na ścianach niczego, po czym dałoby się spacerować. Ale przecież nie był to jedyny moment, w którym Nienackiego poniosła fantazja. Bez niej książki o Panu Samochodziku nie byłyby tak fascynujące. Więcej - bez tej fantazji nie byłoby Pana Samochodzika...
Karnity Karnity Karnity Karnity         Kilkadziesiąt metrów od budynku zobaczyłem ogrodzenie, a za nim sarny, które - taplając się w błocie - chroniły się przed żarem słońca. Natomiast po drugiej stronie pałacu znajduje się bardzo zadbana (przynajmniej takie sprawia wrażenie) plaża, z której korzystają goście hotelowi, ale także zapewne mieszkańcy Karnit. Teren bowiem nie jest zamknięty dla osób spoza hotelu.
        Plan, który opracowałem, przewidywał teraz odwiedziny w Ostródzie. Również do tego miasta przybył Tomasz razem z Moniką, rozwiązując zagadkę Niewidzialnych. W Ostródzie w restauracji "Drwęckiej" spotkali się z Winnetou. Chcąc odwiedzić miasto musiałem przebyć kolejnych dwadzieścia kilometrów. Droga do Ostródy jest jednak dobra, więc trasę można przejechać w krótkim czasie (jadąc swoim autem w samym mieście uważajcie na fotoradary!). Nienacki pisał, że charakterystycznym elementem obrazu Ostródy jest górująca nad miastem sylwetka kościoła. Jest to kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Właśnie tam najpierw skierowałem samochód.
Ostróda Ostróda         Świątynia prezentuje styl neogotycki i pochodzi z lat 1856-1875. W kościele skorzystałem z tego, że trwało wystawienie Najświętszego Sakramentu, pozostałem więc na chwilę prywatnej modlitwy. Następnie postanowiłem odwiedzić zamek krzyżacki, o którym wiedziałem, że powinien znajdować się w niedalekiej okolicy. Odnalezienie go sprawiło mi jednak trochę kłopotów. Nawet przejeżdżając tuż obok nie zwracałem na niego uwagi. Zgubiło mnie w tym momencie przekonanie, że „zamek krzyżacki” musi być monstrualną budowlą, której nie sposób przeoczyć.
Ostróda Ostróda         Dopiero po chwili kręcenia się samochodem po mieście zauważyłem budynek z czerwonej cegły, wtopiony w otaczający go krajobraz miejski. Samochód zostawiłem na parkingu za zamkiem i skierowałem kroki ku bramie głównej. Zwiedziłem wystawy prezentujące uzbrojenie żołnierzy z zamierzchłych czasów i znaleziska pochodzące z Ostródy i okolicznych miejscowości, na które składały się głównie przedmioty codziennego użytku. Wszedłem też na chwilę do pubu, który mieścił się w podziemiach zamku i zamówiłem napój. W pubie było chłodno, co przyjąłem z dużym zadowoleniem. Zainteresowała mnie szczególnie studnia umieszczona we wnętrzu lokalu. Została ona zasypana i spełnia dziś już tylko funkcję dekoracyjną.
        Gdy wróciłem do Jerzwałdu, byłem już dość zmęczony. Pomyślałem więc, że dobrze mi zrobi kąpiel w jeziorze. Na miejsce relaksu wybrałem oddalone zaledwie o osiem kilometrów Siemiany. Do tej miejscowości Nienacki w swoich książkach powracał niejednokrotnie. To tutaj zamieszkiwał w swojej willi pan Lejwoda - znany czytelnikom pod pseudonimem Bill Arizona autor popularnych powieści kryminalnych. Także w Siemianach Tomasz rozprawiał się z Niewidzialnymi. Mimo, że był wieczór, wiele osób chciało jeszcze skorzystać z dobrodziejstw wody, która chłodziła rozgrzane wysoką temperaturą ciała i przynosiła ukojenie. Trzeba jednak przyznać, że woda w Jezioraku nie jest zbyt przejrzysta. Przewaga lasów liściastych wokół jeziora nadaje jej brunatny odcień, a duża ilość łodzi z silnikami spalinowymi sprawia, że ma ona słodkawy posmak. Stąd na miejsce kąpieli wybierałem zazwyczaj położone w lesie Jezioro Witoszewskie, którego wody - przynajmniej „na oko” - dawały większą gwarancję czystości.
        Dziś jednak zależało mi na tym, by przyjechać właśnie tutaj. W Siemianach funkcjonowała kiedyś lubiana przez Nienackiego restauracja "Cyraneczka". Pan Zbigniew był w niej dość częstym gościem. W jego domu (jak już wspomniałem) panowały surowe warunki, stąd - gdy przyjeżdżali do niego goście - wolał ich zabierać do przyzwoitego lokalu, gdzie można było zjeść takie przysmaki jak cynaderki czy wątróbki. Dziś restauracja już nie funkcjonuje. Został po niej jedynie pusty budynek, który czeka, aż ktoś go kupi i zrobi z niego użytek.

Pożegnanie z Jerzwałdem...

        Robiło mi się przykro, gdy uświadamiałem sobie, że to ostatni dzień mojego pobytu w Jerzwałdzie. W ciągu tych dni udało mi się zobaczyć wiele miejsc związanych z osobą Zbigniewa Nienackiego i literacką postacią Pana Samochodzika. Dlatego też ten ostatni dzień planowałem spędzić zwyczajnie na plaży, oddając się błogiemu lenistwu. Nie było mi to jednak dane, ponieważ pogoda od samego rana nie sprzyjała kąpielom i nie dawała absolutnie żadnej gwarancji na opaleniznę.
        Z pomocą przyszedł nieoceniony Pan Bogusław, który zaproponował mi przejażdżkę kajakiem po jeziorze. Pomysł wydał mi się godny uwagi. Co prawda do tej pory nie miałem wielkiego doświadczenia w pływaniu kajakiem, ale mając nadzieję na ciekawe wrażenia nie zastanawiałem się wcale... Już za chwilę byłem gotowy do wypłynięcia.
        Razem z Panem Bogusiem wzięliśmy ciężki kajak i zanieśliśmy go do kanału, którym wpłynąłem na wody Jeziora Płaskiego. Gdy znalazłem się na jeziorze ogarnęło mnie uczucie niezwykłego odprężenia. Spokojna woda, wokół żadnych hałaśliwych łodzi (Jezioro Płaskie jest bowiem objęte strefą ciszy), urokliwe wysepki, a wokół miejsca znane z książek Nienackiego... Gdy obserwowałem z kajaka pole namiotowe znane z książki "Pan Samochodzik i Niewidzialni" czy wysepkę, na której ukrywał się Czarny Franek, poczułem wielką satysfakcję. Nie myślałem, że pobyt w Jerzwałdzie zakończę tak piękną podróżą. Obiecałem sobie w duchu, że od tej pory będę tu częstszym gościem...
        Przed opuszczeniem Jerzwałdu Pan Bogusław zaprosił mnie do siebie na smaczną kawę, opowiedział kilka ciekawostek historycznych i pokazał stare dokumenty związane z historią domu, w którym przebywaliśmy, a także Jerzwałdu i okolicznych miejscowości. Pan Bogusław zaprosił mnie ponownie w odwiedziny, ponieważ - jak stwierdził - ma jeszcze wiele rzeczy do opowiedzenia.
        Opuszczałem to wspaniałe miejsce w przekonaniu, że z zaproszenia skorzystam... :)

        Dopowiedzenie.
        Zdaję sobie sprawę, że moja wiedza na temat osoby Zbigniewa Nienackiego i jego książek jest bardzo fragmentaryczna. Proszę więc wybaczyć mi ewentualne pomyłki, które co najwyżej będą tego odzwierciedleniem... Pozdrawiam wszystkich fanów Pana Samochodzika (w tym miejscu puszczam oko do Agnieszki)!

Jerzwałd, 11-14 lipca 2006 r.


2004 © http://www.nienacki.art.pl

Masz uwagi? Napisz
Hosting: www.castlesofpoland.com
Autor: Tomasz Kościk.
2006.12.27