"Laseczka i tajemnica" - recenzja



        Dziennikarz Henryk kupuje w łódzkiej Desie palisandrową laseczkę, co naraża go na kpiny ze strony redakcyjnych kolegów, a szczególnie Julii, w stosunku do której ma dość poważne zamiary. Nie mogą oni zrozumieć, do czego dzisiejszemu człowiekowi, mieszkającemu w nowoczesnym osiedlu przydać się może taki staromodny przedmiot. Tymczasem Henryk, mieszkając niedaleko cmentarza, który okoliczne ciemne typy upatrzyły sobie za miejsce spotkań, obawia się samotnych, wieczornych spacerów.
        I rzeczywiście, podczas jednego z nich, dziennikarz jest świadkiem sprzeczki między młodymi ludźmi, wtrąca się do niej i jedynie laseczka (ujawniając przy okazji swoją "tajemnicę") chroni go przed sporymi nieprzyjemnościami. Zaciekawiony Henryk postanawia poznać przeszłość swojego nabytku i dotrzeć do poprzednich właścicieli. Odwiedziny u jednego z nich, a raczej tajemnicze okoliczności temu towarzyszące, skłaniają go do bliższego zajęcia się tą sprawą, prowadząc przy okazji na trop fascynującej zagadki.

Kryminał o dwóch zakończeniach

        Zagadka staroświeckiej laseczki zauroczyła mnie całkowicie. Razem z Henrykiem przeżywałem odkrywanie kolejnych fragmentów jej losów - od rzezimieszka "Oczko", aż do sklepu Desy. W wędrówkach tych kilkakrotnie dochodziło do nieoczekiwanych wydarzeń, całkowicie zmieniających koleje akcji - mimo, że większość scen rozgrywa się w szacownym i zdawałoby się spokojnym środowisku kolekcjonerów antyków (punkt wspólny z "Samochodzikami"), to trup się ściele dość gęsto.
        Tajemniczą postacią jest Rosanna, przedstawiona zrazu jako panienka nieco lekkich obyczajów, za to obdarzona poczuciem humoru (bardzo podobało mi się jej spotkanie z Julią, kiedy to po długiej wymianie zdań „w końcu udało się ją obrazić” i tym sposobem pozbyć się konkurentki). Wreszcie ujawnia swą prawdziwą rolę, oczywiście nie zdradzę tu jaką, ale to również spore zaskoczenie - miałem co do niej inne podejrzenia, szczególnie po kilku rozmowach Henryka z milicjantami.
        Z kolei w jednej z ostatnich scen "zdemaskowałem" mordercę, niestety już kilka stron dalej okazało się, że podążałem tym samym tropem, co i Henryk. Czyli podobnie jak i on pomyliłem się o włos, to znaczy osobę wytypowałem prawidłowo, a tylko jej przeszłość okazała się nieco inna. Za to nie dałem się zwieść i nie uwierzyłem świadectwu znajomego chłopa myśląc, że zachodzi tu jakieś wojenne fałszerstwo, bo kiedy tylko morderca pojawił się swoim samochodem proponując Henrykowi i Rosannie podwiezienie, a potem aranżując awarię - wiedziałem, że to właśnie ON.
        Na pewno brzmi to wszystko nieco zawile, ale muszę pisać naokoło, nie chcąc zdradzić samego sedna - nazwiska zbrodniarza.
        Z drugiej strony nie wiem, czy to popsułoby przyjemność czytania, ponieważ Nienacki zadbał i o to - tak jak napisałem w tytule, "Laseczka..." jest książką o dwóch zakończeniach. I o ile po przeczytaniu pierwszego spodziewałem się już tylko zwykłego w kryminałach rozwiązania akcji, to końcowe strony stanowiły całkowite zaskoczenie, ukazując alternatywny przebieg wszystkich powieściowych wydarzeń. Miałem wrażenie, że autor po prostu cały czas igrał ze mną, opisując śledztwo Henryka, do którego bezwiednie się wciągnąłem, gdy tymczasem każda ze scen miała swoje drugie oblicze, ukazując prawdziwą perfidię działania sprawcy morderstwa doskonałego, któremu nic nie będzie można udowodnić, gdyż żadnego przestępstwa nie popełnił własnymi rękoma, a tylko swoimi postępkami popchnął kogoś innego do zbrodni, nie dając mu żadnego formalnego polecenia, a więc pozostając cały czas poza kręgiem jakichkolwiek podejrzeń.
        Pod tym względem powieść ta jest bardzo podobna do "Złotej rękawicy", gdzie również pod sam koniec możemy poznać drugie dno, jakie mają wszystkie opisane wydarzenia. Nienacki miał widać zamiłowanie - i talent - do budowania tak piętrowych i skomplikowanych historii.
        I w tym kryje się prawdziwe mistrzostwo autora, konstruującego intrygę, która ma dwa całkowicie odmienne wytłumaczenia. A które z nich jest prawdziwe? To jest chyba prawdziwa tytułowa "tajemnica"...


2004 © http://www.nienacki.art.pl

Masz uwagi? Napisz
Hosting: www.castlesofpoland.com
Autor: Piotrek Szymczak.
2001.10.29